504 245 477 | kabis@kabinysanitarne.pl

Grzegorz Nowak

Historia toalety, czyli opowieść, która nie śmierdzi

„Nieczysty” temat toalet publicznych może wydawać się mało atrakcyjny, żeby o nim opowiadać. Jednak historia toalet publicznych zdradza bardzo wiele na temat kondycji większości cywilizacji. Oddaje realia ówczesnych światów, kultury, standardów życia. 

Cesarz Wespazjan - pierwszy, który dostrzegł, że na toaletach można zrobić pieniądze.

Potrzeba jest matką wynalazków, jednak fizjologiczne potrzeby naszych przodków nie zawsze pchały nas ku lepszemu życiu. Skąd wśród starożytnych cywilizacji takie poszanowanie higieny, dlaczego mroki średniowiecza kładą się cieniem na dbałość o czystość? „Idzie się” wołali w XVII wieku przechodnie, aby ustrzec się nieczystości wylewanych z okien. Przez historię o wiecznej potrzebie „idzie się” raźnym krokiem, warto być uważnym, są zwroty akcji, wynalazki, a nawet śmierć.

Kiedy zrodziła się potrzeba?

Dwuznacznie postawione pytanie i dwie odpowiedzi. Jedna jest oczywista. Potrzeby fizjologiczne istniały zawsze. Kiedy zrodziła się ta druga? Potrzeba higieny nie towarzyszyła nam od zawsze. W zasadzie w przekroju całej historii ludzkości jest to stosunkowo nowy „wymysł”. Idąc w ślad za św. Hieronimem zapewne do dziś jedynym naszym kontaktem z czystą wodą byłby chrzest. Właśnie ten święty nawoływał, że mycie ciała jest profanacją sakramentu. Historia Św. Hieronima jest dość odległa. Pochodzący ze Strydonu święty żył na przełomie IV i V w n.e. 1500 lat później premier Polski Felicjan Sławoj-Składkowski wydaje rozporządzenie o tym, by w każdym wiejskim gospodarstwie stanął wychodek. Nazwany „sławojką” ustęp zaczął zastępować załatwianie potrzeb „za stodołą”.

 

Uproszczona do dwóch historycznych faktów historia toalet oddaje w wielkim skrócie brak przywiązania do higieny. Jednak byłoby to niesprawiedliwe spojrzenie na burzliwe dzieje ubikacji publicznych.

 

Historia ludzkości nie jest jednak zhomogenizowana. Brak higieny nie zawsze jest charakterystyczny dla członków danej społeczności. Badania archeologiczne wskazują na cywilizacje, które dbały o higienę. W dolinie Indusu w okresie 3300-1300 p.n.e. rozwijała się kultura Mohendżo-Daro. Jej rozległość była najokazalsza spośród czterech innych największych cywilizacji starożytnych (Egiptu, Mezopotamii i Chin) i mogła obejmować nawet 1,5 miliona km2. To właśnie w tym miejscu po raz pierwszy natknięto się na rozwinięty system kanalizacji. W miejskiej cywilizacji Indusu w większości domostw była dostępna łazienka i toaleta. Miejskie ustępy są także obecne w innych wielkich społecznościach tych czasów. W Egipcie, Babilonie, Chinach oraz na Krecie korzystano z toalet publicznych zbiorowo. Dochodziło nawet do tego, że w jednym pomieszczeniu było 50 stanowisk. Miejskie latryny skupiały mieszkańców miast w jednym otwartym miejscu. Nie dziwił wówczas fakt, że w tych publicznych ośrodkach prowadzono rozmowy, negocjacje oraz najzwyczajniej w świecie plotkowano.

 

Choć historia ubikacji zaczyna się na długo przed Rzymianami, to właśnie cesarz Wespazjan przeszedł do niej jako pierwszy. Wyraził pogląd na sprawy ubikacji publicznych stwierdzając „Pecunia non olet” („pieniądze nie śmierdzą”). Tak miał rzec Wespazjan do swego syna Tytusa, który zarzucał mu, że chce czerpać zyski z publicznych toalet. Wespazjan zwrócił jednak uwagę na aspekt ekonomiczny. Na to, żeby wygodnie korzystać potrzebne są pieniądze. Trzeba mieć środki na higienę, na niewolników, którzy myją, na majstrów, którzy naprawią. Cesarzowi były potrzebne pieniądze na utrzymanie miejskich szaletów oraz oczywiście niewielka, bezzapachowa nadwyżka.

 

Najmłodsza z cywilizacji zaliczanych do antycznych, cywilizacja starożytnego Rzymu, była ostatnim bastionem utrzymywania higieny na wysokim poziomie. Do średniowiecza nie przedarły się tradycje budowania akweduktów i higiena spłynęła do rynsztoka.

Kreta – kolebka toaletowej ergonomii

Na sedesach podobnych do tych z doliny indusu zasiadano również na Krecie. Jednak Minojczycy dodali do toalet kilka wynalazków dostosowujących ubikację do jej użytkownika. Usprawnieniem najbardziej znanym i popularnym jest podnóżek. Bowiem z jedną nogą wyżej jest łatwiej i szybciej.

 

Kreteńska toaleta króluje aż do początków średniowiecza. Przynajmniej w Europie. Trochę dłużej używa jej Bizancjum.

Nieczystości na ulicach - miasta „podnoszą” swój poziom

Średniowiecze położyło się cieniem na rozwój wielu aspektów życia społeczeństwa. Nie tylko kultura i sztuka stanęła „w rozkroku”. Higiena w zasadzie nie istniała. Wypróżniano się w miejscu, w którym dosłownie potrzeba fizjologiczna dawała o sobie znać. Po ulicach spływały nieczystości wymieszane z błotem, ludzie brodzili w fekaliach. Smród był nie do zniesienia. Poruszano się po specjalnych drewnianych kładkach, które nie wytrzymywały próby czasu i często musiały być zastępowane nowymi. Poziom miast podnosił się w znaczeniu dosłownym. Wykopaliska w Elblągu dowodzą, że poziom ulic w tym mieście w XIII w. był niższy aż o 4 metry od obecnego.

Henryk Walezy - król Polski, a póżniej Francji. Jak wielu władców zginął... na toalecie.

Kolejne epoki nie przynoszą nic nowego. „Idzie się” rozbrzmiewało na ulicach miast przez wiele wieków. Aby uniknąć lejących się z nieba nieczystości tu i ówdzie słychać było popularny okrzyk. Sytuacja dla mieszczan wydawała się niekomfortowa. Jakkolwiek to zabrzmi. Wydano rozporządzenie, że fekalia wylewać można na ulice tylko w określonych godzinach. To załatwiało sprawę.

 

Skąd wziął się zwyczaj brutalnego traktowania ulic i przypadkowych przechodniów znajdujących się w złym miejscu i niewłaściwym czasie? Na salonach królowały nocniki, gdy ich brakowało potrzeby załatwiano za kotarami, na balkonach, w kominkach, etc. jednym słowem panowała fizjologiczna anarchia. Kanalizacja nie istniała ponieważ wysoka kultura sanitarna cywilizacji antycznych przebrzmiała razem z upadkiem cesarstwa Rzymskiego. Naturalnym odruchem było pozbywanie się smrodu przez okno. Ówczesne przesądy nie pomagały mieszkańcom miast w utrzymywaniu higieny. Uznawano, że słowo „czysty” odnosi się tylko do ubrań. Ciała nie myto ponieważ to mogło powodować choroby. Skoro nie dbano o czystość własnego ciała przekładało się to także na skomplikowany organizm miast. Ich wizerunek stanowił odzwierciedlenie stanu ciała i ducha ówczesnych europejczyków.

 

Wyobrażenie o ówczesnych miastach pobudza wyobraźnię. Jednak fetor unoszący się stale nad ulicami jest trudny do zrozumienia. Bakterie i wirusy doskonale czuły się w takim środowisku. Ich rozwój doprowadzał do licznych epidemii i zaraz. Niejednokrotnie dziesiątkowało to Europę. Dopiero w XVIII w. lekarze powiązali stan miast i zwyczajów ich mieszkańców ze stanem zdrowia coraz większej ilości chorych. Dla Europy zaświeciło się malutkie światełko nadziei. Lekarze zaczęli wchodzić na wyższy poziom swojej profesji i apelowali o poprawę stanu miast. Dodatkowo strach i panika mieszczan spowodowana coraz większą ilością zgonów skłoniła do przytaknięcia lekarskim diagnozom. Pojawiła się antyseptyka i w końcu nieczystości zaczęły znikać z miast, odprowadzane poza ich granice.

 

W czasach starożytnych toalety publiczne miały stałe miejsce w życiu mieszkańców. Były koedukacyjne i stanowiły miejsce spotkań. Te publiczne „ośrodki” budowały więź między ludźmi, świadczyły o wysokiej świadomości utrzymywania ciała w czystości. Zerwanie z tradycjami kultury sanitarnej spowodowało ponoszenie konsekwencji przez całe millenium.

Wiek XIX – wynalazki i powrót higieny

Choć to wiek XIX jest przełomowy dla historii toalet publicznych, to kilka wcześniejszych dat jest wartych odnotowania. Europę mógł uratować przed utonięciem w fekaliach wynalazek z 1596 r. Angielski poeta John Harrington projektuje pierwszą toaletę z możliwością spuszczania wody. Jednak brak kanalizacji powoduje, że projekt nie ma zastosowania. Dopiero w 1738 r. toaleta zostaje „wynaleziona” ponownie przez Johna F. Brondela. Natomiast w 1758 r. zegarmistrz Alexander Cummings opatentował wynalazek, z którego korzystamy do dziś. Kolanko umieszczane pod muszlą klozetową, dzięki któremu nie odczuwalny jest przykry zapach wydobywający się z toalety.

 

Mimo tych wynalazków pierwsze toalety publiczne postawiono dopiero na początku XIX w. w Paryżu. Kolejne powstały w 1820 r. w Berlinie i w 1851 r. w Londynie. Choć od ich postawienia minęło już półtora wieku do dziś istnieje realny problem związany z toaletami publicznymi. Nie zawsze łatwo jest je odnaleźć w aglomeracjach miejskich. Kabina toaletowa na dobre wraca dopiero na początku dwudziestego wieku. Ewoluuje jednak szybko w i wielu kierunkach. Praktycznie każdy obiekt wymaga innego rodzaju toalet. W szkołach powstają pierwsze toalety dla dzieci, w szpitalach pierwsze dla niepełnosprawnych, a przy stadionach pierwsze tanie i „szybkie” toalety dla kibiców. Każda z nich stanie się wkrótce oddzielną specjalistyczną konstrukcją.

 

Problem fekaliów płynących rynsztokiem zniknął bezpowrotnie. Nie do wyobrażenia jest wypróżnianie się w dowolnym miejscu. Jesteśmy chronieni prawnie przed tego typu wątpliwymi atrakcjami. Zdarza się jednak, że korzystanie z toalet publicznych jest utrudnione. Czasami trudno je odnaleźć, są płatne a nie zawsze mamy drobne monety w portfelu. Te w centrach handlowych są czyste, ale wymagają poświęcenia sporej ilości czasu na dotarcie do nich. Przecież nie zawsze naszym celem jest wyjście na zakupy. Nie wszystkie są dostosowane dla osób niepełnosprawnych czy rodziców z niemowlętami. Jednak świat się zmienił. Problem higieny w miastach jest rzeczą marginalną. Toalety publiczne są w kinach, metrze, stacjach kolejowych, centrach handlowych, etc. Są też te wolno stojące. Problemem jest dzisiaj ich zagęszczenie, łatwy dostęp, dostosowanie do potrzeb wszystkich, obecność na placach zabaw dla dzieci. Społeczeństwo głośno wyraża swoje potrzeby i prędzej czy później są one zaspokajane.

 

Wbrew temu, czego spodziewał się Lenin nikt nie robi toalet ze złota, jednak trochę prawdy w przemyśleniach wodza rewolucji jest. Toalety stały się dziś biznesem. To właśnie dlatego tak chętnie wspomina się maksymę „Pieniądz nie śmierdzi”. Nie śmierdzi również ten zaoszczędzony, jak choćby na łatwych w konserwacji i utrzymaniu czystości kabinach HPL.

HPL to kolejna mała rewolucja w historii toalet. Zwłaszcza jeśli chodzi o koszty ich utrzymania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pierwszy raz zamawiasz
kabiny sanitarne,
szafki basenowe?

Szukasz gotowych rzutów pomieszczeń?
Potrzebujesz pomocy w przygotowaniu
zapytania ofertowego?

pdf

ul. Swarzędzka 38
62-006 Gruszczyn

dz. handlowy 061 897 49 53
dz. produkcyjny 061 897 49 52
fax. 061 817 33 05
kabis@kabinysanitarne.pl

Wyślij zapytanie

Błędnie wypełniony formularz. Proszę poprawić zaznaczone pola.
Dziękujemy, formularz został wysłany.